Mężczyźni w deficycie

W ciągu ostatnich dwóch tygodni przyspieszyła tendencja do zmniejszania się liczby ukraińskich mężczyzn na polskim rynku pracy. W minionym tygodniu agencja Gremi Personal zatrudniła 589 osób, z czego 416 kobiet i zaledwie 173 mężczyzn.
W kwietniowym badaniu Głównego Urzędu Statystycznego co trzecia firma produkcyjna wskazała, że brak wykwalifikowanych pracowników stanowi przeszkodę w jej działalności, a w budownictwie i transporcie takich firm było aż 40%.
W najbliższych tygodniach deficyt kadrowy będzie się pogłębiał. Przedsiębiorstwa odczują brak nie tylko około 80–100 tysięcy Ukraińców, którzy po wybuchu wojny wyjechali bronić swojego kraju, ale również setek tysięcy sezonowych pracowników z Ukrainy, którzy w tym roku nie przyjadą do Polski.
– Większość mężczyzn, którzy opuścili Ukrainę przed 24 lutego, już znalazła pracę. Pozostali, korzystając z sytuacji rynkowej, bardziej selektywnie wybierają miejsce zatrudnienia. Stawki za pracę utrzymują się na tym samym poziomie co przed wojną, ale i to może się zmienić wraz z początkiem sezonu – pensje z pewnością wzrosną w branżach, gdzie pracodawcy potrzebują sprawnych fizycznie mężczyzn. Będą mogli liczyć na wyższe stawki – podkreśla Anna Dżobolda.
W marcu i kwietniu bezrobotnych ukraińskich mężczyzn w Polsce było więcej. Wynikało to z faktu, że w wyniku sankcji nałożonych na Rosję niektóre polskie firmy, które przed wojną współpracowały z rosyjskim biznesem, zostały zmuszone do ograniczenia działalności lub poszukiwania nowych partnerów i rynków zbytu. Zmiany te doprowadziły do redukcji zatrudnienia w tych przedsiębiorstwach – głównie ukraińskich mężczyzn, którzy stanowili na przykład lwią część siły roboczej w zakładach metalurgicznych i ciężkiego przemysłu. Zwolnieni Ukraińcy bardzo szybko jednak znaleźli nową pracę.
Choć niektóre wolne stanowiska można obsadzić poprzez zatrudnienie kobiet-uchodźczyń z Ukrainy (wiele firm stara się dostosować do nich stanowiska zajmowane wcześniej przez mężczyzn), nie zawsze jest to możliwe.