Polski rynek pracy traci impet. Rekrutacje hamują, presja kosztowa wypiera dynamikę zatrudnienia
NEI na granicy 50 punktów: formalna równowaga, a realne schłodzenie aktywności kadrowej.
Zatrudnienie w Polsce zatrzymało się dokładnie na granicy równowagi. National Employment Index (NEI) opracowywany przez Centrum Analityczne Gremi Personal wyniósł w I kwartale 2026 roku 50 punktów, wracając do poziomu neutralnego - oddzielającego przewagę pozytywnych i negatywnych tendencji.
Odczyt oznacza formalną stabilizację, jednak w ujęciu operacyjnym wskazuje na wyraźne wygaszenie impulsu wzrostowego po stronie zatrudnienia. Firmy coraz rzadziej konkurują o pracowników poprzez rekrutacje, a coraz częściej zarządzają strukturą kadrową przez ograniczanie kosztów i redukcję rotacji.
Z jednej strony oznacza to stabilizację po wcześniejszych spadkach. Z drugiej - brak jakiegokolwiek impulsu wzrostowego, który sugerowałby powrót do dynamicznego rynku pracy.
Jak podkreśla Evgenij Kirichenko, założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal, obecny odczyt nie powinien być interpretowany jako oznaka siły rynku: NEI na poziomie 50 punktów nie jest sygnałem równowagi wzrostowej, lecz raczej momentem zawieszenia. Firmy nie rozwijają zatrudnienia, tylko zarządzają ryzykiem. To rynek, który nie przyspiesza, a po prostu przestaje się osłabiać.
Pod powierzchnią stabilnych danych narasta jednak wyraźna zmiana strukturalna: przedsiębiorstwa ograniczają rekrutacje, spowalniają decyzje kadrowe i koncentrują się na utrzymaniu obecnych zespołów zamiast ich rozbudowy.
Rekrutacje pod kontrolą kosztów. Firmy wybierają strategię „utrzymania zamiast ekspansji”
Choć subindeks nastrojów biznesowych utrzymuje się na poziomie 55 punktów, jego struktura pokazuje wyraźne przesunięcie w stronę ostrożności. Rynek przestaje być przestrzenią ekspansji zatrudnienia, a zaczyna przypominać system zarządzania kosztami pracy. Ponad 62 procent firm deklaruje utrzymanie obecnych poziomów zatrudnienia, podczas gdy jedynie jedna czwarta planuje zwiększenie liczby pracowników. Jednocześnie rośnie, choć nadal pozostaje mniejszościowa, grupa przedsiębiorstw zakładających redukcje etatów.
Kluczowa kwestia nie dotyczy liczby miejsc pracy, lecz ich „płynności”. - Najbardziej widoczna zmiana nie polega na tym, że firmy masowo zwalniają. One przestają rekrutować i przestają rotować pracowników. Rynek pracy traci swoją dynamikę wymiany, a to często wcześniejszy sygnał głębszego spowolnienia – ocenia Kirichenko. W praktyce oznacza to przejście od rynku o wysokiej mobilności pracowników do rynku, w którym dominują strategie defensywne i utrzymywanie status quo.
Zatrudnienie spada, zwolnienia rosną. Przemysł pod największą presją od lat
Dane z rynku pracy potwierdzają narastającą presję strukturalną. W I kwartale 2026 roku liczba pracujących w sektorze przedsiębiorstw była o 51,3 tys. niższa rok do roku, co oznacza spadek o 0,76%.
Równolegle rośnie skala formalnych redukcji zatrudnienia. Duże firmy zgłosiły plany zwolnień grupowych obejmujących ponad 11,3 tys. pracowników, czyli niemal jedną czwartą więcej niż rok wcześniej.
Największe napięcia koncentrują się w przemyśle, szczególnie w branżach silnie uzależnionych od eksportu i kosztów energii. W motoryzacji zatrudnienie spadło o 3,4% r/r, a w meblarstwie o 3,2% r/r.
Wchodzimy w etap, w którym część spadków zatrudnienia nie wynika z chwilowego spowolnienia, ale z trwałej zmiany struktury kosztowej i konkurencyjnej przemysłu europejskiego. Polska nie jest tu wyjątkiem, lecz częścią szerszego trendu – podkreśla założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal.
Płace tracą impet. Najwolniejszy wzrost wynagrodzeń od 2021 roku
Jednym z najważniejszych sygnałów raportu jest wyraźne wyhamowanie presji płacowej. W sektorze przedsiębiorstw wynagrodzenia rosną obecnie w tempie 6,3% rok do roku, co stanowi najniższy poziom od pierwszego kwartału 2021 roku. Dla porównania - w latach 2023–2024 dynamika płac sięgała nawet 10–13% rocznie, napędzana walką o pracownika i wysoką inflacją.
Obecnie jednak rynek wyraźnie zmienia logikę działania. Aż 68 procent firm zamroziło podwyżki, a tylko około 30 procent nadal je realizuje. W części przedsiębiorstw pojawiają się także pierwsze sygnały realnej redukcji wynagrodzeń lub ich stagnacji w ujęciu realnym. Kończy się okres, w którym presja płacowa była głównym mechanizmem równoważenia rynku pracy. Dziś firmy wracają do dyscypliny kosztowej, a wynagrodzenia przestają być głównym narzędziem konkurencji o pracownika.
Gospodarka daje impulsy, ale nie buduje trendu. Marzec jako epizod, nie zwrot
Dane makroekonomiczne pokazują krótkotrwałe odbicie aktywności, które jednak nie znajduje kontynuacji w decyzjach biznesowych.
W marcu sprzedaż detaliczna wzrosła o 8,7% r/r, produkcja przemysłowa o 9,4% r/r, a eksport o 6,1% r/r. Był to jednak efekt jednorazowych czynników - odłożonego popytu, czynników sezonowych oraz reakcji na napięcia geopolityczne i wzrost cen energii.
Dane miesięczne pokazują odbicia, ale nie tworzą jeszcze nowej trajektorii wzrostowej. Firmy nie podejmują decyzji inwestycyjnych na podstawie pojedynczego miesiąca, tylko na podstawie oczekiwań co do kolejnych kwartałów, a te pozostają ostrożne – podkreśla Kirichenko.
Migracja i elastyczne zatrudnienie stabilizują system
Subindeks imigracji zarobkowej wzrósł do 61 punktów, co potwierdza rosnące znaczenie pracowników zagranicznych dla utrzymania równowagi rynku pracy.
Liczba cudzoziemców zgłoszonych do ZUS wyniosła 1,295 mln osób, co oznacza wzrost o 8,6% r/r, a liczba pracowników z Ukrainy zbliżyła się do 865 tys. osób.
Ich rola nie ogranicza się już do uzupełniania braków kadrowych - w wielu sektorach stają się warunkiem utrzymania ciągłości operacyjnej.
Równolegle rośnie znaczenie pracy tymczasowej i sezonowej, które pozwalają firmom szybciej dostosowywać się do zmienności popytu i ograniczać ryzyko kosztowe.
AI i automatyzacja jako nowy czynnik restrukturyzacji zatrudnienia
Po raz pierwszy w badaniu NEI sztuczna inteligencja i automatyzacja znalazły się wśród pięciu najważniejszych wyzwań dla biznesu.
To istotna zmiana jakościowa: część optymalizacji zatrudnienia przestaje wynikać z cyklu gospodarczego, a zaczyna być efektem wdrażania technologii.
W praktyce oznacza to, że rynek pracy coraz wyraźniej dzieli się na segmenty odporne i podatne na automatyzację, co w kolejnych kwartałach może dodatkowo pogłębiać różnice strukturalne w zatrudnieniu.
Rynek pracy bez impulsu wzrostowego. Stabilność jako efekt ostrożności, nie siły
Podsumowując, raport NEI pokazuje rynek pracy, który formalnie pozostaje stabilny, ale jego dynamika wyraźnie słabnie. Firmy ograniczają rekrutacje, hamują wzrost wynagrodzeń i koncentrują się na kontroli kosztów. Jednocześnie gospodarka nie generuje wystarczająco silnego impulsu, który mógłby odwrócić ten trend.
Najbliższe kwartały nie przyniosą gwałtownych zmian, ale będą testem trwałości obecnej równowagi. To rynek, który działa stabilnie nie dlatego, że jest silny, ale dlatego, że wszystkie strony jednocześnie ograniczają swoją ekspozycję na ryzyko.