
Żeby zarobić, trzeba inwestować teraz. Jak działają inwestorzy w strefach konfliktu
Jedną z najbardziej pożądanych cech krajów przyciągających bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) jest stabilność polityczna. Jednak dziś jest ona bardziej luksusem niż normą, ponieważ wojny i konflikty wewnętrzne ogarniają państwa na całym świecie.
Według danych ACLED (Armed Conflict Location & Event Data), w 2024 roku na świecie odnotowano około 200 tys. przypadków wojen i konfliktów zbrojnych. To o 25% więcej niż w 2023 roku i niemal dwukrotnie więcej niż pięć lat temu.
A jednak, jak twierdzą eksperci ds. BIZ, kapitał nie unika stref ryzyka. Niektóre branże przyzwyczaiły się do działania w trudnych warunkach, a wysokie ryzyko często rekompensowane jest możliwością osiągnięcia ponadprzeciętnych zysków w okresie powojennej odbudowy.
Przykład Ukrainy w tym kontekście jest bardzo wymowny. Pomimo aktywnej fazy wojny krajowi udało się nie tylko utrzymać część BIZ, ale też przyciągnąć nowe. Chodzi tu o inwestycje prywatne, a nie państwowe. Zagraniczny biznes świadomie wchodzi do Ukrainy, aby znaleźć się w gronie pierwszych, którzy wezmą udział w jej przyszłej odbudowie.
Chodzi o pieniądze
Kraje, które przechodzą przez wojnę lub dopiero z niej wychodzą, pozostają bardzo wrażliwe. Często same konflikty wybuchają w państwach, gdzie już wcześniej panował trudny klimat inwestycyjny – z powodu ubóstwa ludności czy korupcji władz. Dlatego nierzadko część kapitału napływającego do stref konfliktu to klasyczni taktyczni inwestorzy, których przyciąga wysoka rentowność właśnie w okresach niestabilności. Takie firmy są przyzwyczajone do działania w warunkach wysokiego ryzyka, więc niełatwo je zatrzymać nawet w obliczu konfliktów zbrojnych.
Ukraina pozostaje dziś jednym z najbardziej ryzykownych, ale jednocześnie najbardziej perspektywicznych rynków w Europie.
Mowa tu przede wszystkim o przemyśle wydobywczym. Według badań UNCTAD (United Nations Conference on Trade and Development), to właśnie on odpowiada za około połowę BIZ trafiających do krajów o niestabilnej sytuacji politycznej i gospodarczej.
Tak było np. w bogatej w ropę Angoli, gdzie napływ BIZ wzrósł o ponad 155% w ciągu zaledwie pięciu lat wojny domowej (1998-2002), ponieważ giganci energetyczni planowali wejście na ten rynek jeszcze przed wybuchem działań wojennych.
Podobna sytuacja miała miejsce w Iraku po upadku reżimu Saddama Husajna. W latach 2010-2014 kraj znalazł się w pierwszej dziesiątce światowych liderów pod względem tempa wzrostu inwestycji, mimo ataków terrorystycznych ze strony ISIS.
W Demokratycznej Republice Konga, gdzie konflikty trwają od lat 90., wydobycie kobaltu, miedzi, złota i cyny wciąż przyciąga inwestorów z Chin, Belgii, Francji czy RPA.
Ale nie tylko kapitał taktyczny kieruje się ku krajom objętym wojną. Badania Banku Światowego pokazują, że rentowność inwestycji w państwach o niższym poziomie pokoju jest średnio o 8% wyższa niż w krajach stabilnych. W praktyce różnica ta bywa jeszcze większa.
Prawnicy zauważają, że nawet ostrożni inwestorzy nie omijają Ukrainy – może i nie rozwijają tam jeszcze pełnoskalowego biznesu, ale przynajmniej rejestrują swoje przedstawicielstwa. Najbardziej zdecydowani nie czekają, lecz już działają. Jasne jest bowiem, że pierwsi na rynku będą mieli największe możliwości uczestniczenia w odbudowie Ukrainy i zyskają strategiczne przewagi dla własnej ekspansji.
Dodatkowo Ukraina ma wyjątkową przewagę, której często brakuje innym krajom w stanie konfliktu – bezpośrednią bliskość do kluczowych rynków UE i Wielkiej Brytanii. Ten czynnik nie jest ignorowany przez inwestorów myślących strategicznie i traktujących Ukrainę jako długoterminowego partnera.
Gdzie inwestuje się w Ukrainie
Jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków inwestowania w Ukrainie jest obecnie oczywiście Military Tech. W 2025 roku to właśnie ten sektor ma przyciągnąć setki milionów inwestycji. Ukraina już udowodniła, że potrafi generować innowacje bezpośrednio na polu bitwy, dlatego naturalne jest, że uruchamiają tu produkcję tacy światowi giganci jak Rheinmetall, Baykar, Waagner-Biro i inni.
Rozwój następuje także w sektorach powiązanych: logistyce, energetyce, produkcji materiałów budowlanych. Dobrymi przykładami są budowa farmy wiatrowej DTEK o mocy 500 MW we współpracy z Vestas czy otwarcie fabryk materiałów budowlanych przez irlandzką firmę Kingspan Group.
W Ukrainie aktywnie działa już również polski biznes. Według danych Centrum Analitycznego Gremi Personal, które wcześniej przytaczaliśmy, po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w kraju pojawiło się około 300 nowych polskich firm. W lutym 2024 roku ich liczba przekroczyła 3 600, z czego ponad 3 000 już uczestniczy w odbudowie Ukrainy. Wśród znanych polskich inwestorów działających na Ukrainie są m.in. Budimex, Orlen, Cersanit, Unimot.
Ogólnie w 2024 roku napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Ukrainy wyniósł 3,3 mld USD. To mniej niż przed wojną (według UNCTAD w 2021 roku Ukraina otrzymała 7,3 mld USD BIZ), ale na tle stanu wojennego taka aktywność inwestorów stanowi wyraźny znak zaufania. A przed Ukrainą jeszcze większe wyzwania – według szacunków Banku Światowego odbudowa kraju będzie wymagała 524 mld USD. A wojna wciąż trwa.
Niedawno rząd Ukrainy przedstawił nowy program działania, w którym nie zapomniano o przyciąganiu inwestycji. Przedsiębiorcom obiecuje się m.in. pięcioletnie moratorium na kontrole biznesu, wprowadzenie zasady deklaratywnej dla 200 procedur, a kolejne 60 ma zostać całkowicie zniesionych do końca 2026 roku. Zaplanowano także prywatyzację na 12 mld UAH, rozwój projektów infrastrukturalnych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego oraz przyspieszoną sprzedaż aktywów objętych sankcjami. Wszystko to można traktować nie tylko jako obietnice wobec istniejącego biznesu, ale i jako zielone światło dla inwestorów.
Ukraina: ryzyko wysokie, potencjał jeszcze większy
Ukraina pozostaje dziś jednym z najbardziej obiecujących, a zarazem jednym z najbardziej ryzykownych rynków w Europie. Popyt na odbudowę, wyceniany na setki miliardów dolarów, tworzy wyjątkowe okno inwestycyjne.
Poniżej kilka bezpośrednich i wyłącznie ekonomicznie uzasadnionych argumentów, które już wykorzystują inwestorzy w swoich planach dotyczących Ukrainy:
- Moment wejścia decyduje o rentowności. Ukraina już dziś tworzy inwestycyjne „okno możliwości” dzięki oczekiwanemu popytowi na odbudowę, wycenianemu na 524 mld USD.
- Sektory strategiczne przynoszą efekt multiplikatora. Military Tech, energetyka, logistyka i materiały budowlane generują efekt łańcuchowy: inwestycje w te obszary stymulują rynki powiązane i zwiększają ogólną produktywność gospodarki. Według Banku Światowego każdy 1 USD inwestycji w odbudowę infrastruktury generuje od 2 do 3 USD wzrostu PKB w perspektywie średnioterminowej. To czyni rynek odbudowy Ukrainy jednym z najbardziej rentownych w Europie.
- Czas wykorzystać oferowane przez państwo zachęty. Ulgi podatkowe, moratorium na kontrole i programy partnerstwa publiczno-prywatnego zmniejszają bariery wejścia.
- Lokalni, a nie zewnętrzni dostawcy minimalizują ryzyko biznesowe. Doświadczeni partnerzy w obszarze HR i usług biznesowych pozwalają uniknąć głównego „wąskiego gardła” inwestycji w krajach kryzysowych – braku wykwalifikowanej siły roboczej. Bez tego plany inwestycyjne mogą pozostać spekulatywne i trudne do zrealizowania.
- Efekt niskiej bazy. Z powodu wojennego spadku aktywa w Ukrainie są często niedowartościowane. To tworzy „punkt wejścia” po niższych cenach z potencjałem dużego wzrostu kapitalizacji po stabilizacji.
- Dywersyfikacja łańcuchów dostaw. Firmy z UE już przenoszą produkcję z Chin i Azji bliżej rynków europejskich. Ukraina jest naturalnym kandydatem do nearshoringu dzięki geografii i umowom o wolnym handlu z UE.
- Kontrola i integracja z UE. Ukraina oficjalnie ma status kraju kandydującego do UE. Oznacza to, że większość reform państwowych (system sądowniczy, polityka antykorupcyjna, zamówienia publiczne) odbywa się pod nadzorem Komisji Europejskiej. Dla inwestora to zewnętrzna gwarancja zmian, której nie mają inne kraje objęte konfliktami na świecie.
Jak mawiali starożytni Rzymianie: sapienti sat – mądremu wystarczy.









